Najbliższe koncerty:
16.06.2013 – Olsztyn, recital lekcje mistrzowskie
19.06.2013 – Poznań, recital prywatny
21.06.2013 – Bydgoszcz, Filharmonia, Koncerty Tansmana i Meyera z Capella Bydgostiensis i Jose Maria Florencio Junior

Trasa koncertowa w USA!
W listopadzie Łukasz będzie podróżował po Stanach Zjednoczonych, gdzie wykona kilkanaście koncertów, oraz poprowadzi lekcje mistrzowskie.

Łukasz Kuropaczewski reprezentowany przez Stowarzyszenie im. L. v Beethovena!

Nowa płyta “Nocturnal” wydana przez Polskie Radio i Ponte Art Production nominowana do Nagrody Fryderyk w kategorii “Solowy Album Roku”!

Fragmenty recenzji płyty Nocturnal:

“Na okładce w ciemnej karnacji widzimy krople, które ciągle spadając potrafią skruszyć najtwardszą skałę. Nasuwa się tu alegoria do działań głównego artysty omawianego krążka, czyli Łukasza Kuropaczewskiego. Wielkopolski gitarzysta znany jest ze swej organizacji pracy polegającej na długotrwałych zmaganiach z materią utworu, by interpretacje zbliżyć do wymarzonego ideału. Swojego repertuaru nie zmienia zbyt często, a szczegóły utworów cyzeluje z czasem, po dogłębnych przemyśleniach. Muzyka którą określamy słowem "poważna", jest od lat wyróżniającą cechą jego repertuaru. Wykonawca preferuje specjalistyczny profesjonalizm i preferuje głównie dzieła zawodowych kompozytorów, unikając raczej kompozytorów-gitarzystów.

Takie utwory składają się właśnie na treść płyty Nocturnal. Tytułowa kompozycja to jedyne dzieło brytyjskiego twórcy na gitarę solo. Już od pierwszych dźwięków w części Meditativo, mamy do czynienia z interpretacją wyważoną w każdym calu, ale nie pozbawioną też spontaniczności.

Dźwięk fis kończący pierwszą frazę podany jest z zaskakującym opóźnieniem i zdecydowanym decrescendem. Staccato w następnych taktach jest zbliżone raczej do portato zgodnie z charakterem tej części. Część agitato potraktowana została kontrastowo do tej medytacyjnej. Jest grana równo i dynamicznie. Osobiście wolałbym tylko wyraźniejsze podkreślanie pulsu triolowego, bo podana tu akcentacja sprawia wrażenie momentami wrażenie podziału parzystego. Za to w części Restless mamy doskonale rozwiązany problem rytmiczny podziału kwartol w melodii na tle stałego rytmu na trzy. Spokojem i pięknie wyprowadzonymi głosami imponuje interpretacja passacagli. Napięcia z opadającą dynamiką, trafnie wprowadzają w nastrój pogodzenia się z nieubłaganym losem. Sonata Jose imponuje zrozumieniem formy i wirtuozowskim wykonaniem. Głównym elementem rozpoznawczym pozostanie dla mnie motyw kwinty granej w dół i uporczywie kilka razy powtarzanej co zawsze przypomina mi znany kiedyś popowy przebój Morrisa Alberta "Feelings".

Motyw ten pojawia się jako element wiążący w części pierwszej i w ostatniej. Pomysły wykonawcze Łukasza czasami zaskakują w dobrym znaczeniu tego słowa, bo oto na przykład w takcie szóstym na "dwa i", pojawia się zawieszenie które nie jest zapisane i którego nikt by się tu nie spodziewał. Potwierdza to fantazję i poszukiwania wyrazu utworu przez wykonawcę. Artysta śmiało operuje w poszczególnych częściach kontrastami wyrazowymi. Przykładem porównanie Pavane triste i Finału. Uderza nie tylko wielka różnica  dynamiczna ale także zastosowanie innej palety barw. Generalnie w finale sonaty artysta pokazuje się jako dojrzały muzyk, przydający gitarze wartości które sięgają wyżyn sztuki i mogące radykalnie zmienić nie zawsze pochlebną opinię o instrumencie. Novum płyty jest premierowe nagranie koncertu jednego z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów Krzysztofa Meyera. Koncertu tego miałem okazję słuchać w Poznaniu ( o ile pamiętam było to drugie wykonanie)przed rokiem. Nie jest to muzyka która da się właściwie ocenić przy pierwszym odsłuchaniu. Trzeba się w niej rozsmakować i stwierdzam że każdorazowe wysłuchanie wnosi coraz to nowe elementy i więcej uroku.

Absolutną nowością jest dialog gitary z kotłami na których gra na płycie Jerzy Mackiewicz. Potrzeba dużej odwagi i przekonania twórcy co do swojej idei, by zaplanować ostateczne brzmienie tych tak dwóch różnych instrumentów. Koncert operuje także śmiałą strukturą harmoniczną i podziałami metrorytmicznymi. Mimo niełatwych partii gitarowych, koncert nie sprawia jednak wrażenia popisowego. To raczej muzyka barw i nastrojów. Najwięcej emocji przynosi finałowe presto, w której to części momenty szybkie i energiczne przeplatają się z nostalgicznymi. Barwa gitary Łukasza dobrze wplata się w tkankę orkiestry, chociaż dominuje wrażenie , iż w utworach granych solo  instrument brzmi jednak piękniej. To płyta która ukazuje  gitarę w kategorii instrumentu bez kompleksów w świecie muzyki klasycznej.
Gratuluję wykonawcy konsekwencji artystycznej,  popartej rzetelnym warsztatem wykonawczym i twórczą fantazją w interpretacji. Płyta dla  kogoś, kto ceni gitarę nie jako instrument który ma dostarczyć li tylko rozrywki, ale przenieść nas w krainę bardziej wyrafinowanych emocji.”

“La Guitarra”




“Oto kolejna już płyta 30-letniego bardzo dobrze znanego gitarzysty polskiego z ambitnym repertuarem, a w tym światową premierą fonograficzną Koncertu na gitarę, kotły i orkiestrę smyczkową Krzysztofa Meyera, który w roku 2013 obchodzi jubileusz 70-lecia urodzin. Jak wiadomo kompozytor ten jest wykładowcą wielu europejskich uczelni muzycznych. Przyznam, iż największe moje zaciekawienie wzbudziła ta właśnie, ok. 20-minutowa, 5-częściowa kompozycja. Przestrzeń dźwiękowa orkiestry, dialogi gitary i kotłów tworzą w niej nieoczekiwaną harmonię, nową jakość współbrzmień i zauważalną głębię muzycznej ekspresji.

Część pierwsza Deciso w pełni wirtuozowska, bardzo dynamiczna i motoryczna to prawdziwy popis wszystkich wykonawców. Gitara zachwyca szybkimi przebiegami melodyczno–akordowymi z intensywnymi repetycjami poszczególnych dźwięków.

Część druga Dolente to 5 minut powolnych i dość ciemnych współbrzmień orkiestrowo – gitarowych w dynamice piano – forte, tu bez dialogowania z głośnymi kotłami, które tylko nieznacznie towarzyszą całości. Pojedyncze akcenty smyczków nadają impetu snującym się w largo akordom, orkiestra brzmi bardzo nisko.

Część trzecia Inquieto to żywe 2 minuty dialogu gitary z orkiestrą. Całość w zakończeniu rozpływa się w dźwiękowej plamie.

Część czwarta Lento rozpoczyna krótkie solo kotłów, do których następnie dołącza gitara. Instrumenty grają wspólnie przez minutę, po czym z subtelnym tłem, skąpymi dźwiękami dołącza się na krótko orkiestra, która też powraca w zakończeniu. To jakby poszukiwanie wspólnego muzycznego języka.

Część piąta Presto w niezwykle dynamicznej i skomplikowanej warstwie sonorystycznej wieńczy całe dzieło. Dzieło szerokie i wciągające nietypową i wyjątkową narracją. W ostatniej części gitara prezentuje się w krótkiej kadencji. W zakończeniu orkiestra powraca do charakteru z początku piątej części.

Gitara prezentuje w całym utworze niezwykłą klarowność brzmienia, ostry wyrazisty wiolin i wirtuozowski „pazur”. Soliści znakomicie współgrają z orkiestrą.

Utwór został zamówiony przez organizatorów IV edycji Festiwalu Polska Akademia Gitary, którego gitarzysta jest dyrektorem artystycznym. Kompozytor tak ocenił tę rejestrację swojego dzieła, które zadedykował wykonawcy: „Napiszę w dwóch słowach: nagranie jest znakomite! Pana interpretacja jest taka, jaką mogłem sobie jedynie wymarzyć – pod każdym względem doskonała – i muzycznie i technicznie. Dziękuję z całego serca!”.

Zarówno Sonata Antonio Jose z lat 30-tych XX w., a wykonana po raz pierwszy w roku 1990, jak i utwór-epopeja Benjamina Brittena, to żelazny repertuar współczesnych wirtuozów gitary. Kuropaczewski, w niezwykle indywidualny, ogromnie ciekawy dla ucha sposób, rozwija fascynujący świat dźwiękowy 4-częściowej Sonaty. Można powiedzieć, że interpretuje ją „po swojemu”, jak nikt inny wcześniej, próbując nawet „zatrzymać czas” w częściach spokojnych, które są jeszcze bardziej spokojne w porównaniu do wykonań znanych nam wcześniej.  W specyficzny też dla siebie sposób rozciąga frazy „jak gumę”.

Nocturnal – w wykonaniu Kuropaczewskiego, który wiele lat studiował, to wybitne dzieło z lat 60-tych XX w., wciąga „gra ciszą”, fermatami,  brak pośpiechu nawet w szybkich wariacjach. To dostojeństwo i spokój emanują na słuchacza. Można stwierdzić, iż artysta po mistrzowsku „gra światłami”. Dlatego też jest to najdłuższa wersja jaką do tej pory słyszałem. W zakończeniu następuje oryginalna melodia sprzed około 400 lat Johna Dowlanda, swoisty zaczyn dźwiękowy całości. Wykonawca niekiedy balansuje na granicy słyszalności pojedynczych dźwięków. Po tylu wrażeniach z tej płyty stanowi to istny balsam dla naszych skołatanych codziennością uszu i serc. Ta wzruszająca pieśń bez słów może być równie przejmująca i kojąca, gdy jest wykonana tak „po prostu”, bez wielkiego emocjonalnego wkładu własnego, jak to ma miejsce w tym wypadku. Według piszącego te słowa utwór najlepiej sprawdza się z wersji fonograficznej, nie koncertowej.
Kuropaczewski, muzyk, o sławie dochodzącej daleko poza granice naszego kraju, to tytan gitary i wirtuoz przez duże „W”. Płyta wyjątkowa, być może nawet wybitna.”

“Twoja Muza”